Moja rodzinna wiosko

Moja rodzinna wiosko,
Pomnę cię biedną, piaszczystą, słomianą,
Lecz przecież ludną, gwarną i wesołą,
Tętniącą życiem, pracą i zabawą.
Kominy raźno dymiły ku niebu,
Łaciate krowy pasły się na rżyskach,
Konie ciągnęły pługi wzdłuż zagonów,
Pachniało chlebem, mlekiem i kwiatami.
Chaty, choć biedne, tonęły w zieleni
I każde okno zdobił rząd doniczek,
W każdym ogródku pyszniły się malwy,
Koguty dumnie piały na sztachetach.
Gdy zaś zapadał piękny, ciepły wieczór,
Na progach domów siadało się razem.
Były pogwarki, śmiechy i zaloty,
Biegały pieski, buczały chrabąszcze…
To cóż, że sierpy, kosy i motyki,
Że pot wylewał i młody, i stary,
Lecz było życie i radość w tej wiosce.
A teraz wokół ruiny i chaszcze,
Pola porasta młody las niechciany.
Mleko i masło kupuje się w sklepie
I już nie pachną wielkie bochny chleba.
Straszą swą pustką stajnie i obory.
Cały inwentarz to kury, króliki…

Kochana wiosko, dlaczego umierasz?
Dlaczego żyje się tu coraz trudniej?
Dlaczego ziemia przestała być skarbem?
Dlaczego obco tu jakoś i smutno?
Moja wiosko rodzinna, polska wsi kochana,
Tak ciężko mi na sercu, gdy patrzę na ciebie.

Janina Lepiarska
29.07.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.