9.00 wieczór na moim balkonie

Powoli kończy się piękny, ciepły letni dzień ,
Gdzieś za blokiem dogasa przedwieczorna zorza.
Stadko zwinnych jerzyków tnie z krzykiem toń nieba.
Łapią jeszcze muchy, czy cieszy je sam lot?
Przycicha gwar ulicy i aut jakby mniej.
Tylko starsze dzieciaki grają sobie w piłkę
I gania kilka piesków, spuszczonych ze smyczy.
Para staruszków odbywa swój codzienny spacer.
Teraz jest cicho, chłodno – w sam raz dla nich pora.
Zieleń drzew coraz głębsza, wkrótce przejdzie w czerń…
Nagle z wieży kościoła spływa pieśń wieczorna,
Jak co dzień o dziewiątej wzywa nas do snu.
I oto setki świateł rozbłyskają wokół ,
Cudowne morze ogni, hen po sam horyzont.
Na moim ósmym piętrze czuję się jak żeglarz:
Miasto-okręt pode mną, a kosmos nade mną…

Zapóźniony chrabąszczu, nie bucz już, czas spać.

Janina Lepiarska
14.07.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.