Zabawa w dom

„Przysięgam miłość, wierność, uczciwość małżeńską
I że cię nie opuszczę aż do samej śmierci…”
Przysięgam – klnę się na Boga,
Co znaczy to samo.

„…Wysoki sądzie, i przeklinam dzień,
W którym ślub nas złączył.
Ja biorę dom i dzieci,
Dla niego samochód,
A alimenty proszę jak najwyższe”.

Klnę się i przeklinam –
Dlaczego te słowa są tak blisko siebie?
A z miłości tak szybko rodzi się nienawiść?
Dlaczego nie umiemy iść razem przez życie?
Bo „iść razem” nie znaczy „iść razem w podskokach”!
Ślub złączył nas na dobre, lecz również na złe.
Być w zdrowiu i w chorobie, zawsze obok siebie.
Wspólnie świętować radość i dźwigać zły los.
Rozumieć się wpół słowa, wspierać i wybaczać.
Być ostoją dla niego i opoką jej.
Ze wzruszeniem witać pierwsze siwe włosy
I siateczkę zmarszczek na kochanej twarzy…

Dlaczego rzucamy słowa na wiatr?
Dlaczego nie wiemy, co to jest kompromis?
Dlaczego nie umiemy ze sobą rozmawiać?
Tak łatwo niszczymy spokój naszych pociech,
Które podobno kochamy nad życie?
Gdzie miłość, gdzie szacunek, gdzie odpowiedzialność
Za tych, z którymi los nas wszak połączył?
Cóż z tego, że dyplomy, stopnie, stanowiska…
Żałosne wieczne dzieci, bawiące się w dom.

Janina Lepiarska
12.07.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.