Jesień na moim balkonie

Poranek. Mleko na stole
i mleko za oknem.
Z wilgotnych oparów pomału
wynurza się ściana sąsiedniego bloku.
Na szczęście teraz jest już kolorowa,
nie mrozi swoją ponurą szarością.
Słońce przebija się mozolnie
przez rzednący woal.
I oto zaspane serce
uderza nagle mocno i radośnie.
Bo, biała dotąd, senna okolica
rozbłyska feerią najcudniejszych barw.
Cały świat roślin, latem wspaniale zielony,
mieni się brązem, purpurą i złotem.
Drzewa płoną jak wielkie żółte kandelabry,
Kępy krzewów goreją szaleństwem czerwieni.
Przygasła zieleń trawników
iskrzy kropelkami rosy.
Potężne bloki nurzają się w falach kolorów.
Same barwne, nie tworzą przykrych dysonansów.
Znów się spełnia coroczny
cud złotej jesieni.
Ostatni dar przyrody
przed pluchą i zimnem.
Na mój balkon wskakują
szare piłeczki—wróbelki
I sikorka bogatka w czarnym bereciku
składa mi pierwszą zwiadowczą wizytę.
Spokojnie, ptaszki, o nic się nie martwcie,
Nie zapomnę o was,gdy mróz skuje Ziemię.
Będziecie mą największą radością do wiosny,
Kochane szczebiotki, małe a tak dzielne!

Janina Lepiarska
03.11.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.