Pacjent wie najlepiej

Przychodzą z diagnozą wziętą z Internetu i żądają konkretnych leków. To pacjenci, którzy trafiają na nocne dyżury do przychodni. Dyżury w ostatnich latach zasadniczo się zmieniły – alarmują lekarze. I mówią, że pacjenci są coraz bardziej roszczeniowi.

– Jest takie powiedzenie, że ilu jest Polaków, tylu lekarzy – mówi dr Monika Rusinek z lubelskiej przychodni „Hipoteczna 4”. Pani doktor przez 10 lat pełniła dyżur stomatologiczny. Zrezygnowała, bo miała dość. – Dyżury są ciężkie. Nie tylko dlatego, że jest wielu pacjentów. Także dlatego, że część z nich jest bardzo roszczeniowa – dodaje stomatolog. Żądają np. wyrwania zęba. Gdy lekarz w dobrej wierze odmawia, bo chce zęba leczyć – pacjenci rezygnują i biegną ze skargą do NFZ-tu.

Powodem awantur na nocnych dyżurach jest jednak najczęściej brak dokumentów. By zgłosić się na dyżur i zostać przyjętym za darmo trzeba mieć ze sobą dowód ubezpieczenia i PESEL. – Część pacjentów o tym zapomina, a my nie wiemy, czy taki ktoś jest ubezpieczony. Pobieramy opłaty, które potem możemy zwrócić, jeśli pacjent dostarczy dowód ubezpieczenia – tłumaczą lekarze. Części chorych to nie zadowala. – Mieliśmy sytuacje, że pacjenci niejako w odwecie wzywali policję twierdząc, że personel na dyżurze jest pod wpływem alkoholu – mówi szef przychodni, Jacek Malmon. I dodaje, że takie sygnały oczywiście się nie potwierdzały, ale w przychodni było sporo zamieszania.

W ostatnim czasie dużym problemem są też pacjenci z głową pełną wiedzy z Internetu. Wchodzą i już od progu mówią, co im jest, jak mają być leczeni i co trzeba zapisać. I też bywa gorąco. – Bo w internecie przeczytałem to i to, a pani doktor mówi co innego. No więc w końcu kto ma rację?… Czasami ciężko jest konkurować z Internetem – przyznaje dr Anna Plechawska z NZOZ Galen. Pani doktor miała m.in. pacjenta, który wpadł na dyżur i oświadczył, że jego córka ma odrę. – Swą wiedzę zaczerpnął z internetu. Odra okazała się na szczęście jedynie uczuleniem – mówi lekarka.

Na dyżury nocne w lubelskich przychodniach zgłasza się po kilkunastu, czasami kilkudziesięciu pacjentów. – Często w rozmowach z ludźmi trzeba zachować stoicki spokój, choć czasami bywa trudno – przyznają lekarze.

Źródło:
„Gazeta Wyborcza Lublin”, Z kraju
2009-08-05

(TOK FM, „Gazeta Wyborcza Lublin”)

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.