Słuchałam Indian Keczua

Ich muzyka to wołanie,
To krzyk ze szczytów Andów
w krystaliczną przestrzeń nieba.
Keczua, niczym kondor, zrywa się do lotu,
Pieśń wybucha mu z piersi jak zew w stronę Boga.

Stoisz, ciemny jak mosiądz…
Wokół biała kraina, groźna i wspaniała.
Krzyk z twojej piersi wiatr porywa i niesie.
Jesteś równy bogom na szczycie swych gór.

Dlaczego tutaj, w Polsce
Grasz za datek rzucony koło twoich stóp?
Dlaczego grasz melodie rodem z obcej ziemi?
Dumny Keczua, graj nam to, co kochasz!
Rzuć wołanie z Andów na wiatr z polskich pól!
Synu wspaniałych Indian,
Twoja pieśń jest piękna.

Janina Lepiarska
Międzyzdroje, 28.06.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.