Noc starego człowieka

Jestem starym człowiekiem, ogromnie zmęczonym,
Ale kolejna noc nie da mi wytchnienia.
Boję się jej ciszy, tak długiej jak wieczność.
Bezduszny zegar odmierza godziny,
Niczym razy na moich obolałych plecach.
Wraz z nim liczę i liczę bez końca
Coraz to nowe kolce w materacu.
Z mroku znów pełzną hydry,
By się zachłannie wczepić w moje kruche ciało.
Daremnie bronię serca, głowy, kolan, brzucha…
Nie opuszczą żerowisk do bladego świtu.
W głowie pustka, po której, niby meteory,
Krążą tysiące myśli, wspomnień, skarg do świata.
Na próżno wciskam czoło w pomiętą poduszkę,
Wściekły kołowrót rozsadza me skronie.
Kiedy nareszcie zwolni i zapadam w drzemkę,
Poranne ptactwo gromko wita brzask i słońce.
Mój sen w popłochu chowa się pod tapczan,
Skomląc cicho wraz ze mną o trochę litości.
Zwłóczę się więc niezdarnie na zimną podłogę.
Furia w mym sercu walczy z tępą rezygnacją.
Może uda się sprostać trudom kolejnego dnia?

O, Boże, ja mogłem kiedyś usnąć na kamieniu.

Janina Lepiarska
28.02.2007

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.