„Na zielonej Ukrainie…”

Konstytucja RP gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do wolności poglądów i wyznania, nauki, pracy i wypoczynku. W całym cywilizowanym świecie normą jest po roku ciężkiej pracy przynajmniej trzytygodniowy urlop. Ale nie w polskiej służbie zdrowia. Po trzech latach pracy po kilkanaście godzin na dobę udało mi się wygospodarować tydzień wolnego. Postanowiłam w 100 % wykorzystać dany mi z niebios czas- cały rok był dla chleba, teraz tydzień dla ducha! Za namowami syna, rozmiłowanego w historii Polski, obrałam kierunek: tropem twierdz trylogii. Głównym punktem naszej podróży był Kamieniec Podolski.

Sam dojazd do tego osławionego na kartach Sienkiewiczowskiej powieści miasta przypomina XVII wieczne przemarsze armii po bezdrożach. Ulice są szerokie niczym pasy startowe dla samolotów, jednak występujące powszechnie koleiny i wielkie dziury utrudniają jazdę. Jeżeli mamy to szczęście, że to nie my jesteśmy kierowcą, możemy podziwiać widoki rozciągające się po obu stronach drogi. Sądzę, że tak samo jak dzisiaj wyglądał 300 lat temu ukraiński step. Pasące się stada bydła, bagienne tereny i wszechogarniające nas piękno niekontrolowanej przez człowieka przyrody.

Poza tabliczką z widniejącym w cyrylicy napisie „Kamieniec Podolski”, nic nie wskazuje na to, że wjechaliśmy do miasta, które przez stulecia było przedmurzem całego chrześcijaństwa (stan dróg taki sam jak na wsi). Od razu trafiliśmy do naszego hotelu i wieczorem poszliśmy podziwiać najpotężniejszą twierdzę Rzeczypospolitej. Stary zamek znajdował się około 300 metrów od naszego noclegu. Baszty wraz z otaczającym murem nadawały mu bajkowy klimat. Z jednego z licznych punktów widokowych rozciąga się wspaniały widok na płynącą w dole rzekę Smotrycz. Zrozumiałam teraz słowa Sienkiewicza mówiące o twierdzy na skale, opoce kamienieckiej. Zamek dolny jak i górny znajdują się na dwóch, wysokich wzgórzach połączonych mostem. Szturmujące wojska widziały pionowe, 40 metrowej wysokości skały, na których był zbudowany mur, z licznymi basztami. Teraz możemy podziwiać tylko nieliczne fragmenty dawnych umocnień. Dobudowane w XVII wieku wały ziemno-nasypowe wraz z magazynami, służą mieszkańcom miasta za małe wysypisko śmieci. Poza prozaicznymi robotami przy naprawie murów starego zamku, żadne prace konserwatorskie nie są podejmowane. Na naszych oczach dokonuje się zagłada jednej z najpotężniejszych twierdz świata. W przeszłości niczym fale od skały odbijali się od niej Hospodar Wołoski Bohdan (1509), Tatarzy (1528), Turcy wraz z Mołdawianami w liczbie 55 tysięcy (1633), Kozacy pod dowództwem Timofieja Chmielnickiego, syna Bohdana (1652).

Podczas bitwy pod Chocimiem(1621) twierdza stanowiła zaplecze dla wojsk hetmana Jana Karola Chodkiewicza. Turcy wysłali w celu zdobycia Kamieńca Podolskiego Osmana II, na czele licznej armii. Ten gdy zobaczył 40 metrowe skały zrezygnował z oblężenia mówiąc „Twierdza jest zbudowana ręką Boga i przez Niego jest broniona. Niech Bóg ją zdobywa.”

Te i liczne mniejsze victorie przyczyniły się do nadania zamkowi przydomku niezwyciężony. Poglądy te musiały zostać zrewidowane gdy w 1672 roku najliczniejsza jak na tamte czasy armia świata stanęła pod murami Kamieńca. To tu rozpoczął się atak muzułmanów na chrześcijański świat. Jak sami twierdzili tylko Rzeczypospolita staje im na drodze do rozszerzenia jedynej prawdziwej wiary w Allacha. W tym czasie w Polsce panował wewnętrzny chaos. Sejmy, które miały ustanowić podatki na największą wojnę rozchodziły się z niczym, przez liberum veto. Coraz bardziej widoczne były nieudolne rządy Michała Korybuta Wiśniowieckiego, w Warszawie wielu ludzi nie wierzyło w atak Turecki. Do obrony przed 200 tysiącami wyznawców islamu, Rzeczypospolita mogła przeznaczyć do Kamieńca 2,5 tysiąca ludzi. Przeciwko nim stanęli na świętą wojnę mieszkańcy wszystkich muzułmańskich krajów. Obrońcy nie wierzyli w powodzenie walki i poddali się po 10 dniach ostrzału z 200 tureckich armat. Ta niezdobyta dotąd przez wrogów Rzeczypospolitej twierdza dostała się w ręce sułtana. W granice naszego państwa wróciła dopiero w 1699r. Zniszczona i zapomniana, nigdy nie odzyskała już dawnej świetności. Chrześcijański świat w tym Rzeczypospolita stanął otworem przed rządną zwycięstwa „świętą armią”. Patrząc w dolinę rzeczną znajdującą się u podnóża skał wyobraźnia sama podsuwa widok tysięcy janczarów szykujących się do szturmu.

Ukraińskie władze starają się nie pamiętać czasów gdy ich państwo leżało w granicach Rzeczypospolitej. Świadczy o tym mały przewodnik po Kamieńcu Podolskim, gdzie z wydarzeń historycznych zamieszczona jest wzmianka o szturmie Chmielnickiego, nie ma jednak żadnych informacji z wojen Polsko-Tureckich. Wiedząc, że ta twierdza nie miała większego wkładu w budowanie współczesnej Ukrainy, pozwalają na jej równoznaczne z upływem czasu powolne niszczenie. Możliwe, że jest to spowodowane brakiem środków finansowych, ale nic nie usprawiedliwia takiego postępowania. Na jednej z wystaw wewnątrz zamku, za więziennymi kratami dostrzegamy figury 3 polskich szlachciców. Kamienieć przez Ukraińców może zostać zapomniany i zniszczony z biegiem czasu, ale w naszej pamięci powinien pozostać na zawsze, jako oznaka dawnej potęgi Rzeczypospolitej.

W Starym Mieście na uwagę zasługują dwa kościoły: dominikański i Piotra i Pawła.

Pierwszy jest w czasie remontu i gruntownej odbudowy dokonywanej rękoma polskich księży. Msze święte w naszym rodzimym języku odbywają się tam co niedzielę. Katedra Piotra i Pawła zachwyca przepięknym wnętrzem, historią oraz minaretem z figurą Matki Boskiej wykonaną z pozłacanej miedzi w Gdańsku.

Pobyt na Ukrainie postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie pamiątek historycznych po Polsce. Nic więc dziwnego, że kolejnym celem naszej podróży była twierdza w Chocimiu. Droga do niej z Kamieńca Podolskiego nie jest daleka, jednak w pewnym momencie zjeżdżamy z głównej trasy i poruszamy się wąską wiejską drogą. Zaczęliśmy wątpić czy drogowskazy kierują nas w dobrą stronę. Nasze wątpliwości rozwiał mieszkaniec tamtejszej wsi i okazało się, że rzeczywiście twierdza znajduje się niedaleko.

Chocim jest miejscem dwukrotnego tryumfu wojsk polskich nad tureckimi. Twierdza ze względu na swoje położenie stanowiła doskonałe miejsce do obrony. Leżąca w zakolu Dniestru z wysokimi na 20 metrów, i grubymi na 5 metrów murami strzegła rzeki i okolicy. Otaczające ją wały sprawiały, że zdobycie stawało się jeszcze trudniejsze. To Chocim wybrał Jan Karol Chodkiewicz w 1621 roku na główny punkt oporu przed wojskami tureckimi. Liczba Polaków wynosiła około 50 tys. żołnierzy, z czego znaczącą część stanowili Kozacy. Wyznawców islamu było około 150 tys. Nic więc dziwnego, że hetman kazał przygotowywać się do obrony sypiąc wały, stawiając armaty na dogodnych pozycjach, rozmieszczając wojska. Bitwa toczyła się ze zmiennym szczęściem. Polacy wiedzieli, że walczą nie tylko za swój kraj ale i religię chrześcijańską. Nie bali się liczniejszego wroga, nawet po śmierci hetmana Hodkiewicza. Częste wypady Kozaków, szarże polskiej kawalerii sprawiły, że Osman II – sułtan turecki zgodził się na zawarcie pokoju. Jego warunki były honorowe dla obu stron- Rzeczpospolita uznawała zwierzchność Turcji nad Mołdawią, nie zaszły żadne zmiany granic.

Druga bitwa między tymi wojskami rozegrała się w1673 roku. Wstępujący na szczyty hetman Jan Sobieski odbił z rąk tureckich twierdzę wraz z wielkimi zapasami żywności i amunicji. Liczba wojsk przedstawiała się podobnie około 30 tys. po stronie Polskiej i 35 tys. Imperium Osmańskiego. Po długiej i zimnej nocy Jan Sobieski dał rozkaz do ataku. Listopadowy chłód okazał się zabójczy dla przyzwyczajonych do ciepła Osmanów. Wojska Polskie szturmem zdobyły wały i twierdzę, czyniąc wyłom dla kawalerii, która dopełniła dzieła zniszczenia. Turcy próbowali ratować się ucieczką przez Dniestr, jednak armaty polskie osłabiły most, który zawalił się pod ciężarem uciekających wojsk. Jan Sobieski odniósł wspaniałe zwycięstwo, które przyczyniło się do wybrania go na króla. Rzeczypospolitej, rozsławiło jego imię na całą chrześcijańską Europę, oraz kraje islamskie, gdzie nazywano go „Lwem Lechistanu”.

W ciągu tych kilku dni udało mi się przenieść sercem i myślami do odległych stuleci i problemów Polskiej Korony na wschodnich krańcach. Wyobrażenia szturmów, szarż, tryumfów naszych wojsk całkowicie wyparły z mojej świadomości podjazdy i zasadzki tworzone przez ustawodawców i NFZ w dzisiejszej IV RP. No cóż historia uczy pokory. Ukazuje bezwzględnie, że każda świetność niestety ma swój kres.

A tak na marginesie, serdecznie namawiam do odwiedzenia Kamieńca Podolskiego.

Ewa Węgier-Szewczyk

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.