Czy to jest miłość – czy to jest kłamanie?

Czy pamiętacie jeszcze nastrojowy utwór fantastycznego artysty Marka Grechuty, w którym pytał „Czy to jest miłość – czy to jest kochanie?”. Otóż – tytuł mojego felietonu będzie jego parafrazą.

Czy to jest miłość – czy to jest kłamanie?

Najważniejszymi a zarazem bardzo trudnymi relacjami międzyludzkimi są: szczerość, brak zakłamania, życzliwość i tolerancja. To powinny być fundamenty, na których budujemy nasze kontakty z rodziną, z sąsiadami, ze współpracownikami. A jak to wygląda w Polsce? Niestety – źle. Obserwuję codziennie życie i wzajemne relacje domowe pacjentów zaoctowanych w mojej Praktyce Lekarza Rodzinnego. Narastająca samotność, rozdrażnieni, przemęczenie tłamszone w naszych wnętrzach nie nazwane wprost, nie wypowiedziane Przeradz się w niechęć, żale, pretensje a wreszcie nienawiść do najbliższych. Początkowo złe słowa i pełen nienawiści wyraz twarzy kierujemy do siebie w zaciszu własnych czterech ścian. Na zewnątrz zakładamy maski uprzejmości i troski, czasami aż mdląco-przesadnej. Bo przecież tak wypada! Niech ci wszyscy inni widzą jaką jesteśmy kochającą się rodziną.

Bywa, że założona w pośpiechu maska spada w najmniej oczekiwanym momencie – i co wtedy??? Oto przykład:

Rozpętało się w naszym kraju szaleństwo wymiany dowodów osobistych. Kolejki do odpowiednich urzędów rosły jak grzyby po deszczu. Trzeba było znów ustawiać się o świcie i tkwić w nich przez wiele godzin jak za pamiętnych czasów PRL-u. Ale od czego Polak ma głowę na karku? Jest przepis, że do osób leżących urzędnik USC obowiązany jest przyjść do domu. Niepełnosprawność musi jednak poświadczyć lekarz. Pewnego pięknego dnia po takie właśnie zaświadczenie dla teściowej wybrała się do mnie jedna z moich pacjentek. Od samych drzwi ze słodkim uśmiechem i z głębokim wzruszeniem rozczulała się nad losem „biednej mamusi”. Z pewną dozą nieufności przysłuchiwałam się tym opowieścią, gdyż po pierwsze: znane mi były raczej oziębłe relacje między nimi, a po drugie inwalidztwo u „mamusi” musiało przybrać postać galopującą – gdyż od ostatniego badania nie minęło wiele czasu, a wtedy biedna staruszka jeszcze chodziła. Próba rozwiania tych wątpliwości skończyła się srogim ofuknięciem mnie, że RODZINA nie pozwoli, by jej chory członek „był szarpany po schodach jakichś urzędów!”. Ale w domu pacjentki jest winda, a urząd jest na parterze. Trzeba tylko zorganizować samochód – próbowałam realnie ocenić sytuację. Pierś wzorowej synowej falowała już dość gniewnie. No cóż – pomyślałam. Może faktycznie wymiana dowodu u tej sędziwej obywatelki sprawi mniej trudności urzędnikowi niż troskliwej rodzinie. Sięgnęłam po druk zaświadczenia. Ponieważ nie jest to świadczenie zdrowotne ale służy uzyskaniu pozamedycznych korzyści – nie jest finansowane przez NFZ, tylko przez wnioskującego. Posłałam więc czułą opiekunkę by udała się już do sekretarki w celu uiszczenia opłaty.

„COOO?!?!?!?!” – gromki krzyk nad moją głową wbił mnie w fotel „30 złotych za sknerę?! To niech ZAP****ALA!!!”. Końcówkę nieparlamentarnego słowa zagłuszył huk zamykanych z impetem drzwi. Był też jeszcze drugi odgłos – toczącej się po podłodze maski.

Lek. Ewa Węgier-Szewczyk

Internista, Psychiatra, Spec. Med. Rodz.

NZOZ PIOMED Kalisz

http://www.piomed.pl

Komentowanie zablokowane.

Komentowanie zablokowane.